paź 16

Fioletowa chusta na drutach

fioletowa-chusta-na-drutach-1 Udało mi się wreszcie coś skończyć i od razu się chwalę. Ta fioletowa chusta na drutach zajęła mi równo 26 godzin pracy. Robiłam ją w ciągu 14 dni po około 15-2 godzinki zależnie od wolnego czasu. Nie jest duża ma około 154 cm szerokości i 75 wysokości prosto po zdjęciu z drutów. Czyli bez sztucznego naciągania, wyciągania, formowania czy jak to tam sobie kto nazwie. I tak się wyciągnie w użytkowaniu. Jest równa więc wszelkie zabiegi formowania uznałam za zupełnie zbędne. Frędzle mają długość około 13 cm.  Jeśli ktoś zapomniał, to dla przypomnienia powiem, że nieco ponad półtorej roku temu robiłam podobną chustę i znajdziecie ją TUTAJ (KLIK). Continue reading

sie 27

Ukraińskie zakupy do rękodzieła i trochę porad

Kilka dni temu wróciłam z kolejnej wyprawy na Ukrainę. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła przy okazji zakupów rękodzielniczych ;). Co jak co ale w Ukrainie można sobie zakupić wiele fajnych rzeczy o których w Polsce można tylko pomarzyć (bo się nie opłaci jak twierdzą producenci i sprzedawcy). Ale najpierw troszkę o wycieczce. (Nie)oficjalnie był to wyjazd (nie)oficjalnie firmowany przez klub wojskowy z mojej okolicy. Trasa wycieczki to Lwów – Winnica – Odessa – Szabo – Akerman – Odessa — Umań (Zofiówka) – Lwów. To takie główniejsze punkty, gdzie zatrzymywaliśmy się na zwiedzanie. Zakupów jednak dokonałam w zasadzie we Lwowie – gazetki w kioskach a pozostałe rzeczy w dwóch bardzo popularnych i dobrze zaopatrzonych sklepach dla wyszywających. Continue reading

lip 24

Wiekowy wyszywany obrus w bzy i róże

wiekowy wyszywany obrus w bzy i roze (2) Zastanawiałam się czy pokazywać te zdjęcia bo obrus na nich przedstawiony nie wygląda najlepiej a robienie z nim czegokolwiek – na przykład prasowania ;), może być bardzo ryzykowne. Obrus ten bowiem wg naszych obliczeń ma na pewno około stu lat a może nawet więcej. Trafił on do mojej rodziny w dość niecodzienny sposób. Ale może zacznę od początku historii, którą znam ja. Continue reading